Gdzie, do cholery jest Dennis Rodman?!

Szukam go wszędzie. Szukam wśród zaułków ulic w slumsach Dallas, gdzie dorastał, ale tam go nie ma. Szukam na lotnisku, gdzie kiedyś pracował. Tam też go nie ma. Szukam go w jego pick-upie na parkingu pod halą Palace of Auburn Hills w Detroit, ale tam też go nie znajduję. Pytam wszystkich, czy wiedzą gdzie się podział Dennis Rodman. Tak, ten koszykarz Dennis Rodman. Zmęczony nieco już szukaniem, wracam do domu. Siadam przed telewizorem i oglądam urywki meczów NBA. Szukam Rodmana zdobywającego pod koszem kolejną zbiórkę, szukam człowieka, który potrafił w ciągu całego meczu zdobyć ich ponad dwadzieścia. Na parkiecie nie mogę go znaleźć. Wreszcie, oglądając wieczorne wydanie wiadomości sportowych zauważam, że ktoś podobny do Dennisa Rodmana gra w koszykówkę w Korei Północnej u przywódcy Kim Dzong Una, ale…nie, myślę sobie. To przecież nie może być on.

 POCZĄTKI

Dennis Rodman…Czarnoskóry młody chłopak, który ze zbierania piłek z tablic uczynił prawdziwą sztukę. Kiedy został wybrany w drafcie miał już 25 lat. Nie był więc typowym młodzikiem, którego zwykle wybierają drużyny w corocznym Drafcie do NBA. Wybrany został jako „projekt”, czyli gracz, którego wybiera się z nadzieją, że taki eksperyment się powiedzie. W drafcie 1986 roku wybrał go klub z Detroit. Właściciele klubu nie przypuszczali chyba w najśmielszych marzeniach, że zdarzy się cud i Rodman utrzyma się w ogóle w lidze. Ale cud się zdarzył. Chłopak, który jeszcze kilka lat wcześniej pracował w myjni samochodowej, a później sprzątał na lotnisku, teraz jest liderem w zbiórkach w profesjonalnej drużynie sportowej. Tak, to ten sam chłopak, który jeszcze jakiś czas temu był kompletnie zagubiony i sam nie wiedział co ma zrobić ze sobą i swoim życiem. Przez jakiś czas był bezdomny, pomieszkiwał u znajomych i kumpli tułając się po ulicach w slumsach Dallas. To właśnie on.

MŁODOŚĆ

 Młody Dennis był wychowywany przez matkę i dwie starsze siostry. Jego ojciec, Philander Rodman opuścił rodzinę, gdy Dennis był jeszcze dzieckiem.

Rodman, będąc jeszcze młodym, ale już ponad dwudziestoletnim chłopakiem chciał być kimś i zdobyć uznanie wśród ludzi. Nie wiedział tylko za bardzo czym powinien się zająć. Pracował więc w myjni samochodowej, a później na wspomnianym już lotnisku. To jednak nie dawało mu szczęścia.

Kiedy Dennis pracował jeszcze na wspomnianym lotnisku, któregoś dnia wpadł mu do głowy niezbyt mądry pomysł. Zrealizował go. Ze sklepu jubilerskiego, który znajdował się na terenie lotniska ukradł na którejś nocnej zmianie 50 zegarków. Co z nimi zrobił? Pomyślicie sobie, że pewnie je sprzedał. Nie. Nic z tych rzeczy. Dennis wszystkie zegarki po prostu rozdał. Tak, rozdał za darmo. Rozdał je ludziom, których znał i których nie znał. Swoim kumplom, bliższym i dalszym znajomym i nieznajomym. Ta sytuacja mogła doprowadzić go w bardzo złe miejsce, ale miał przy tym szczęście i pomimo tego, że szybko został aresztowany, postanowił współpracować z policją i powiedział dokładnie komu i gdzie rozdał te nieszczęsne zegarki. Wszystkie się wkrótce znalazły, a oskarżenie zostało wycofane.

Pewnego lata urósł o 21 cm. Tak, 21 centymetrów w ciągu trzech miesięcy. Wtedy właśnie młody Dennis postanowił, ze zajmie się na poważnie koszykówką. Zaczął brać udział w meczach rozgrywanych na boiskach Dallas. Mierzył już wtedy 203 centymetry będąc przy tym dość chudym. Podczas któregoś z meczów został dostrzeżony przez Loritę Westbrook z Cook County Junior College, która zaprosiła go na testy. Po krótkim treningu Dennis został przyjęty. Otrzymał stypendium sportowe, ale po rozegraniu 16 meczów w uniwersyteckiej drużynie został wyrzucony z drużyny ze względu na złe wyniki w nauce. Wkrótce wyjechał z miasta w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Znalazł się na uniwersytecie Southeaster Oklahoma. W nowym miejscu  zamieszkał u rodziny Richów, którzy byli jego prawdziwą ostoją.

W drużynie nowego college’u znów notował niesamowite wyniki w kategorii zbiórek, na ostatnim roku zdobywając mistrzostwo ligi ze swoja uczelnią. Jakiś czas później wziął udział w turnieju przed-draftowym do ligi NBA i został tam MVP rozgrywek. To otworzyło mu drogę do NBA, gdzie został zawodnikiem Detroit Pistons.

DEBIUT W NBA

W swoim debiutanckim sezonie Rodman grał średnio 15 minut w każdym meczu, ale już w drugim roku gry ta sytuacja się zmieniła. Grał więcej i częściej, zaczął wierzyć bardziej w siebie i pokochał…zbieranie piłek z tablic. Zaowocowało to zdobyciem mistrzostwa ligi NBA z drużyna Detroit Pistons i to dwukrotnie, pierwszy raz w 1989 roku, a następnie w sezonie 1989/90. Statystyki Rodmana poszły znacząco w górę, zdobywał średnio 9 punktów na mecz i 9,4 zbiórki. Pierwszy raz w karierze przekroczył magiczna liczbę 21 zebranych piłek w meczu z Golden State Warriors.

Po sezonie 1989/90 otrzymał nagrodę dla Najlepszego Obrońcy w lidze. Odbierając nagrodę, popłakał się ze wzruszenia na konferencji prasowej. W kolejnych sezonach Rodman zyskiwał status jednego z najlepszych obrońców w lidze. Był kimś wyjątkowym, bardzo koncentrował się na zbieraniu, na treningach obserwował lecącą w kierunku kosza piłkę. Obserwował rotację piłki w locie i według tego potrafił przewidzieć w którą stronę ona poleci, tak, żeby mógł jak najszybciej ją zebrać.  Na trenerach robiło to spore wrażenie.

NOWONARODZONY

Wkrótce atmosfera w drużynie Detroit zaczęła się psuć, kierownictwo klubu zwolniło uwielbianego przez Rodmana trenera Chucka Daly’ego, a sam Rodman nie potrafił odnaleźć się już w zespole kierowanym przez innego trenera. W dodatku rozstał się ze swoją żoną, z którą miał 3-letnią córkę, co doprowadziło go do depresji. Pewnej nocy pojechał swoim samochodem na parking nieopodal hali klubu z Detroit. Na kolanach trzymał strzelbę. Dennis chciał się zabić. Długo nad tym myślał. Po jakimś czasie doszedł do wniosku, że zabije Dennisa Rodmana, ale nie siebie. Zabije tego Dennisa, który nie mógł żyć tak jak chciał, tylko tak jak mu kazano. Przy życiu pozostawił natomiast Dennisa, który pragnął żyć według swoich własnych zasad. Tamtej nocy Dennis Rodman narodził się na nowo.

Wkrótce poprosił też o wymianę. Nie mógł już grać w Detroit. Znalazł się w San Antonio Spurs.

SAN ANTONIO SPURS

W ekipie z Teksasu Rodman pojawił się już z ufarbowanymi na blond włosami i kilkoma tatuażami, co trochę zaszokowało wszystkich. Od tamtej pory Rodman farbował włosy regularnie, co jakiś czas zmieniając ich kolor. Jego włosy były czerwone, różowe, różowawo-srebrne, jasno-niebieskie, a nawet zielone. Na jego ciele wciąż pojawiały się coraz to nowsze tatuaże. Szokował, ale miał to gdzieś. Liczyło się tylko to, że wreszcie był sobą, prawdziwym sobą.

Co jakiś czas wpadał też do kasyna, aby się zabawić i przegrać trochę pieniędzy. W międzyczasie stał się ulubieńcem mediów, gazety wciąż rozpisywały się o jego najnowszych pomysłach na kolor włosów, nowych tatuażach, a także o dziwnych zachowaniach i ubiorach.

„Robię to, co wiele osób chciałoby robić, ale nie ma odwagi spróbować”- tak mówił Rodman o swoich kolorowych włosach, tatuażach, czy nocnych balangach.

Dla Dennisa jednak koszykówka wciąż była na pierwszym miejscu. W swoim pierwszym sezonie dla nowego klubu notował średnio już 17,3 zbiórki w każdym meczu. Stał się liderem w lidze w tej kategorii. W styczniu 1994 roku ustanowił rekord kariery w zbiórkach w meczu z Dallas Mavericks. Zdobył wtedy 32 zbiórki. W pierwszym sezonie w Spurs Rodman zachowywał się w miarę w porządku, nie było z nim żadnych nieprzyjemności. W pewnym momencie zaczął spotykać się z Madonną, co odbiło się szerokim echem w mediach. Jak twierdził później w swojej książce „Bas As I Wanna Be”, Madonna chciała mieć z nim dziecko.

KRÓL ZBIÓREK

Rodman szybko stał się prawdziwym mistrzem w zbieraniu piłek z tablic. Pod koszem był niezastąpiony, a swoją nieustępliwością naprawdę imponował. Wielokrotnie w ciągu meczu zbierał ponad dwadzieścia piłek, a nieraz zdarzało się, że i jeszcze więcej. Pokochał zbieranie piłek na serio.

W pierwszym sezonie Rodmana w San Antonio drużyna awansowała do Play-Offs, ale została tam pokonana w 1 rundzie przez drużynę Utah Jazz.  Rodman był już w tamtym okresie postrachem ligi wśród zbierających. Pod kosz wchodził jak taran, nie zważając na nikogo.

W drugim sezonie w Spurs Rodman opuścił sporo meczów z powodu różnych wydarzeń, które miały później wpływ na klimat w drużynie. Drużynę przejął nowy trener, Bob Hill.  Rodman się z nim nie dogadywał, a nawet chyba nie miał takiego zamiaru. Gość go wkurzał i już.

Drużyna Spurs dotarła do Finału Konferencji, gdzie przegrała z Houston Rockets 2-4 w meczach. Wtedy też, w trakcie jednego z meczów z drużyna Houston Dennis ostentacyjnie zdjał buty jeszcze przed końcem meczu, siedząc na ławce rezerwowych. W tamtym okresie już nie lubił się z liderem drużyny, Davidem Robinsonem i połowa składu Spurs. Oni wkurzali jego, a on ich. Po sezonie Rodman został wymieniony przez San Antonio i znalazł się w Chicago Bulls.

ZŁOTA ERA

„…Mam to gdzieś…”. Tak odpowiedział ówczesnemu trenerowi Chicago Bulls, Philowi Jacksonowi, kiedy ten zapytał go o to, czy chciałby zostać zawodnikiem Byków. Chwilę później Jackson uśmiechnął się i powitał go w drużynie. No i zaczęło się.

W pierwszym sezonie Bulls zmietli cała ligę wszerz i wzdłuż, osiągając bilans 72-10 w sezonie regularnym. Rodman zdobywał średnio 15 zbiórek w każdym meczu. Bulls w Play-Offach także byli niepokonani. Zdobyli mistrzostwo. Rodman jeszcze w sezonie regularnym zdobył swoje jedyne w karierze „triple-double”. Było to w styczniu 1996 roku w meczu z Philadelphia 76ers. Zdobył wtedy 10 punktów, 21 zbiórek i 10 asyst.

Rodmanowi w czasach gry w Chicago zdarzały się też trochę częściej balangi. Bywało, że szedł do klubu, gdzie wypijał kilka piw. A następnego dnia zbierał w meczu 18 piłek z tablicy.

Każdy, kto interesuje się koszykówką dobrze wie co było dalej. Rodman z Bulls zdobył kolejne dwa mistrzostwa, w sezonach 96/97 i 97/98. Po tych sukcesach z ligą NBA pożegnał się Michael Jordan i trener Phil Jackson, który zrobił sobie odpoczynek od koszykówki. Rodman odszedł z zespołu. Jak twierdził nie mógł grać dla innego trenera niż Phil Jackson. To był koniec złotej ery Chicago Bulls.

POWRÓT DO GRY

Rodman po zdobyciu kolejnego tytułu mistrzowskiego postanowił też zostawić na jakiś czas koszykówkę. Jak się okazało nie na długo, bowiem już w lutym 1999 roku podpisał kontrakt z Lakers. Na jego koszulce z nazwiskiem Rodman widniał numer 73. W swoim debiucie w L.A. zdobył 11 zbiórek.

W Lakersach Rodman nie zabawił długo. Wystąpił w 23 meczach, po czym zaczynał coraz częściej sprawiać kłopoty. Spóźniał się na treningi, albo specjalnie je opuszczał, kilka razy pokłócił się z ówczesnym trenerem Lakersów, Kurtem Rambisem. Efekt był taki, że Rodman został zwolniony.

SUBTELNA STRONA DENNISA

Większość koszykarzy z ligi NBA bierze udział w imprezach charytatywnych organizowanych przez władze ligi. Rodman raczej nie brał udziału w tego typu rzeczach. Sam pisał w swojej książce o udziale w charytatywnych imprezach w ten sposób: „…większość tych czynności to zwyczajny pic na wodę. Ci faceci zakładają fundacje dobroczynne, czy pokazują się w przytułkach dla ubogich nie dlatego, że sami tak chcą, lecz ponieważ wmawia się im, że to jest korzystne dla ich wizerunku, dzięki czemu będą mogli zarobić jeszcze więcej szmalu…”.

Rodman nie posiadał też fundacji, robił za to wiele innych dobrych rzeczy dla potrzebujących, miedzy innymi rozdawał bilety na mecze ludziom, których nie było na to stać, jeździł do uboższych, niebezpiecznych dzielnic Chicago, gdzie bardzo często po prostu zaczepiał spotkanych ludzi i z nimi rozmawiał. Nie bał się tego robić, ponieważ sam zawsze pamiętał, że on wywodzi się dokładnie z takiej samej dzielnicy.

Rodman wolał więc pomagać ludziom „po cichu”, a to podarował komuś bilety na mecz, kupił jedzenie, lub po prostu wyjął z kieszeni 1000 $ i oddał. Zagadywał ludzi na ulicach i bardzo często po prostu zapraszał do swojego domu, gdzie dawał im cos do jedzenia i oddawał swoje ubrania. Przynajmniej tak o tym pisał w swojej książce.

Nie chciał być marionetką w rękach ligi NBA, nie znosił pozy „grzecznego chłopca”, jaką przybierała większość koszykarzy z NBA, bo to kłóciło się z jego własnym ego.

Rodman bez wątpienia był w całym swoim szaleństwie niesamowicie wrażliwy, bowiem kiedy podczas meczu z Houston Rockets udało mu się zablokować wsad Hakeema Olajuwona, ówczesnego supergwiazdora ligi, to ze wzruszenia, że mu się to udało po prostu popłakał się.

Dla Rodmana gra w koszykówkę sama w sobie była najważniejsza, nie podobało mu się, że w przerwach meczów na parkiet wychodziły cheerleaderki, oraz to, że puszcza się wtedy głośna muzykę. Twierdził, że to odciąga ludzi od tego co najważniejsze, czyli od oglądania meczu.

ZNOWU W DALLAS

Przygoda Rodmana z Lakers skończyła się równie szybko jak zaczęła, ale wkrótce koszykarz podpisał kontrakt z Dallas Mavericks. Tym samym powrócił w swoje rodzinne strony, gdzie po zdobyciu wszelkich możliwych nagród i kilku tytułów mistrzowskich mógł spokojnie skoncentrować się na grze i zakończyć tam swoją udaną karierę, zdobywając może jeszcze przy okazji coś więcej, na przykład awans do Play-Off.

Na koszulce wybrał sobie numer 69. Komisarz ligi David Stern nie wyraził zgody na to, żeby Rodman występował z takim numerem. Rodman zagrał więc z numerem 70. W Mavs Rodman wystąpił w sumie w 12 meczach, kilka razy notując ponad 10 zbiórek, a jego średnia w zbiórkach wyniosła 14 zbiórek na mecz. Gra jednak nie szła mu tak jak sam by sobie tego życzył. Nie panował nad swoimi emocjami, kłócił się z sędziami, raz usiadł nawet po turecku po tym jak sędzia wykluczył go z boiska i stwierdził, że z niego nie zejdzie. Na treningi tez rzadko przychodził. Po kilku tygodniach gry Rodman został zwolniony przez właściela Dallas Mavericks, Marka Cubana.

ZAGUBIONY PO NBA

W ten właśnie sposób Rodman zakończył swoją przygodę z ligą NBA. Po jakimś czasie jednak powrócił jeszcze na chwilę do treningów i  mając już 43 lata wystąpił kilka razy w lidze ABA w drużynie Long Beach Jam. Występował też w lidze fińskiej i na kilku meczach pokazowych w Wielkiej Brytanii.

Po zakończeniu kariery Rodman co jakiś czas pojawiał się w mediach, które informowały o coraz to nowych ekscesach z udziałem byłego koszykarza. Coraz częściej balował, chodził ubrany w coraz to dziwniejsze stroje i stał się nieco dziwacznym celebrytą. Gdzieś po drodze pojawiły się problemy wynikające z jego stylu życia.

W międzyczasie wydał też swoją drugą książkę, w której był już karykaturą samego siebie. Opowiadał w niej między innymi o tym na co wydawał pieniądze, jak i gdzie imprezował, ile dziewczyn na raz bywało w jego łóżku. Chwalił się w książce też swoją sławą i tym, że wszyscy błagali go o udzielenie wywiadu. Zaczął wieść beztroskie życie pozbawione wszelkich reguł i zasad. Zapomniał o tym młodym chłopaku, który kiedyś był bardzo zagubiony, ale się odnalazł. I właśnie tego, że się odnalazł Rodman już nie doceniał.

Przykładem tego może być podróż Rodmana na początku 2014 roku do Korei Północnej na mecz pokazowy. Rodman wziął ze sobą kilku znajomych koszykarzy występujących kiedyś w lidze NBA, wśród których byli między innymi Kenny Anderson, Vin Baker, Cliff Robinson, czy Doug Christie. Rodman pojechał do przywódcy tego komunistycznego kraju, w którym rządzi reżim, a jego przywódca Kim Dzong Un straszy Amerykę i pół świata bombą atomową, a bardzo często niewinnych ludzi zsyła do gułagu. Tyran Korei Północnej  w czasie swoich rządów kazał też wymordować całą rodzinę swojego straconego wuja, nawet kobiety i dzieci.

Kim Dzong Un to wielki fan koszykówki. Koreański przywódca jeszcze jako nastolatek oglądał drużynę Chicago Bulls z Rodmanem w składzie, która zdobywała swoje mistrzowskie pierścienie. Zafascynował się tą grą i jakiś czas później, rządząc już Koreą Północną postanowił, że będzie w swoim kraju propagował koszykówkę. Zaprosił więc Rodmana, aby ten zagrał w meczu pokazowym. Mecz pomiędzy najlepszymi koreańskimi zawodnikami a old-boyami z NBA doszedł do skutku. Rodman odśpiewał przed meczem „Happy Birthday” dla Kim Dzong Una, ponieważ mecz zbiegł się z urodzinami północnokoreańskiego przywódcy.

Patrząc na to „widowisko” można było nie wierzyć, ze to się dzieje naprawdę. Media zarzucały Rodmanowi beztroskie podejście do tragedii ludzi w Korei. Rodman odpowiadał na to, że nie pojechał do Korei po to, aby naprawiać jakiekolwiek stosunki polityczne i dyplomatyczne.

 Rodman moralnie się zbłaźnił. Będąc już w pełni dojrzałym człowiekiem zapomniał o jakichkolwiek zasadach moralnych, które istnieją w świecie. Zapomniał o tym, że kiedyś był królem zbiórek, kimś kto w całej swojej dziwaczności, farbowaniu włosów na zielono i przy swoich licznych skandalach i niecenzuralnych wypowiedziach nadal potrafił wzbudzać podziw milionów ludzi, którzy, podobnie jak on, kochali koszykówkę. Ludzie pokochali Rodmana za to, że był prawdziwy i nie udawał kogoś kim nie jest, był po prostu takim samym człowiekiem jak wszyscy. Gdzieś tam, w swojej niesamowitej charyzmie Rodman zaczął chyba się gubić. Zapomniał o tym kim był na samym początku swojej drogi. Zapomniał o najważniejszej rzeczy: szacunku do samego siebie.

(Zdjęcie pochodzi z miesięcznika „Pro Basket”, numer 4/1997, str. 6 i 7)

okładka magazynu

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s