Początek sezonu zimowego

Wiecie po czym ja poznaję, że zaczyna się zima? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy, że pójdę do hali i rzucę 100 razy z półdystansu. Po skuteczności swoich rzutów od razu wiem jaka dokładnie jest pora roku. Tak było w miniony weekend. Wybrałem się do hali po niemal dwutygodniowej przerwie w grze. Stanąłem najpierw po lewej stronie tablicy i rzuciłem 50 razy, by następnie przenieść się na prawe skrzydło i zrobić to samo. Jesteście ciekawi jaki był wynik?

 Nawet jeżeli nie jesteście tym zainteresowani, to i tak będę musiał o tym napisać. Ale nie wszystko od razu. Nie będę chwalił się swoją skutecznością rzutów z półdystansu już na samym początku. Może najpierw zacznę od czegoś innego.

Jesienne miesiące powoli mijają, a w sumie to już minęły, bowiem grudzień uważany jest jako kalendarzowa zima. Wszystkie liście spadły, jest zimno, ponuro i dzień jest już tak krótki, że czasami trudno jest zauważyć, że to w ogóle dzień. Aura nie nastraja zbyt pozytywnie, a już na pewno nie do tego, żeby grać w koszykówkę na zewnątrz.

Jeżdżę więc czasem do sportowych hal w szkołach i staram się zachować formę trenując rzuty z półdystansu, „trójki”, a kiedy się zmęczę rzucam sobie kilkadziesiąt razy z linii rzutów osobistych. Zmęczenie przychodzi dość szybko, ponieważ grywam od kilku miesięcy zbyt rzadko, żeby mieć więcej siły. Nie jestem przecież LeBronem Jamesem.

Od czasu do czasu zagram w jakimś meczu, jeżeli okazja do takowego się nadarzy i w hali zbierze się odpowiednia ilość osób, żeby móc zagrać 5×5 na całym parkiecie. I ostatnio się właśnie nadarzyła.

Przyjechałem do hali w pewną sobotę o poranku. Rano jest najlepiej, a przynajmniej ja najbardziej lubię grać we wczesnych porach, kiedy czuję się wypoczęty i „świeży”. Wszedłem na parkiet i po krótkiej rozgrzewce zacząłem rzucać z półdystansu i za trzy. Już po kilkunastu minutach biegania i rzucania poczułem spore zmęczenie. I właśnie wtedy jeden z grających w hali rzucił hasło: „…To jak, GRAMY?”

Większość była na tak, w tym również ja. Tyle, że zapomniałem o pewnej ważnej rzeczy: zbyt długo się rozgrzewałem, a dokładnie o jakieś pięć minut za długo. Kiedy zaczynaliśmy mecz czułem się już bardziej zmęczony niż rozgrzany.  Granie w koszykówkę tylko raz lub dwa razy w tygodniu robi przecież swoje i forma spada, a ja jestem idealnym przykładem na to, że tylko systematyczność i odpowiednia intensywność może być kluczem do jakiegokolwiek sukcesu sportowego.

Zaczęliśmy więc grać. Nie będę opisywał przebiegu meczu, ponieważ nie to jest tu istotne. Przebiegłem może z osiem, lub dziewięć razy całą długość parkietu w tą i z powrotem i poczułem naprawdę duże zmęczenie…Było to zmęczenie wystarczające, aby powiedzieć sobie ”dość” i zrezygnować z dalszej gry. W tym czasie, a było to jakieś 15 minut gry zdobyłem 7 punktów, 2 zbiórki i asystę. Nie ma więc specjalnie się czym chwalić i robić tego nie zamierzam.

Sedno całej tej historii jest takie, że z pewnością latem pograłbym w podobnym meczu dłużej i zdobył więcej punktów. Szczerze mówiąc, to nawet pamiętam pewien letni mecz, w którym brałem udział pod koniec lipca. Byłem zmęczony całym dniem, a mimo tego przyszedłem na boisko, żeby porzucać. Sporo było ludzi na boisku, postanowiliśmy więc, że zagramy. I tamtego dnia, będąc zmęczonym przez upał i sprawy, które załatwiałem w ciągu całego dnia (było już bowiem dobrze po dziewiętnastej), zagrałem lepiej i dłużej niż w tym sobotnim meczu, który opisałem wcześniej. W tamtym letnim meczu grałem przez około pół godziny (graliśmy dwa razy do 30 punktów). Zdobyłem wtedy 10 punktów, 5 zbiórek, 2 przechwyty i kilka asyst.

Możecie powiedzieć, że mecz meczowi nierówny i w porządku, zgodzę się z tym. Prawda jest jednak taka, że ja sam wiem jak czułem się latem i jak czuję się zimą. Forma spadła i to znacznie.

Na samym początku napisałem, że po swojej skuteczności rzutów z półdystansu poznaję, że zaczyna się zima. Wiecie jaka była, kiedy w miniony piątek rzuciłem sobie 100 razy? Nie wiecie? A więc odpowiadam. Otóż na 100 oddanych rzutów w piątek trafiłem…27. Następnego dnia, w sobotę, było trochę lepiej, choć i tak nie ma się czym chwalić, bo trafiłem tylko 32 na 100.

Latem, kiedy z moją formą było naprawdę nieźle trafiałem średnio 50 kilka rzutów. Powiecie, że nadal mało? Pewnie macie rację. Ale ja jestem tylko amatorem, który uwielbia grać w koszykówkę w wiosenno-letnich miesiącach.

Wszystko to i tak nie zmienia faktu, że zaczyna się sezon zimowy. Grajcie więc w kosza mimo zimowej „zamuły” i bałwanów, które już wkrótce będą spoglądać na nas z ośnieżonych parków i osiedlowych podwórek. W końcu przynajmniej jest jeszcze NBA, która osładza nam zimową aurę, Golden State Warriors nie mają ochoty przegrać meczu, a Kobe Bryant rozgrywa swoje ostatnie mecze w koszulce Lakersów…

blog kosz 6 blog

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s