Żeby grać trzeba GRAĆ

Nie odkryję Ameryki i nie wzniosę się też na żadne wyżyny filozofii, czy też psychologii sportowej, jeżeli powiem o pewnej ważnej prawidłowości, która sprawdza się chyba u każdego, kto uprawia sport. Aby osiągnąć pozytywne rezultaty swojego treningu i co za tym idzie, grać na wyższym poziomie w koszykówkę, trzeba zrobić tylko jedną, ale ważną rzecz. Po prostu trzeba grać.

Chcecie grać lepiej? Nic prostszego. Wychodźcie na boisko częściej. Częściej niż raz w tygodniu i częściej niż siedem razy w miesiącu. Ważne też, żeby oprócz częstych wypadów na boisko robić to również systematycznie. Nic tak nie pomaga koszykarzowi, czy jakiemukolwiek sportowcowi, jak systematyczność.

 Wyobraźcie sobie, że jest ciepły, słoneczny dzień, a Wy siedzicie znowu przed swoimi laptopami. Zrobiliście już wszystko co było do zrobienia, przeczesaliście Internet wszerz i wzdłuż i nawet sprawdziliście już wyniki NBA. No i co teraz? Poszlibyście porzucać na boisko, tylko, że…już Wam się nie chce. I to jest błąd. Nieważne, czy Wam się chce, czy nie.  Im bardziej Wam się nie chce grać, tym bardziej powinniście to zrobić. Wyjść z domu i pójść porzucać choćby na pół godziny. Chcecie być lepsi? W porządku. Będziecie. Tylko grajcie.

Od kiedy zacząłem znowu grać w koszykówkę, a było to cztery lata temu, zauważyłem (i wcale się tu nie chwalę) spory postęp w swojej grze, czy też po prostu w różnych elementach gry. Dzięki systematycznemu trenowaniu kozłuję lepiej, rzucam celniej, dysponuję szerszą gamą zagrań, które wykorzystuję w czasie gry. Jestem sprawniejszy, motoryka moich ruchów zdecydowanie się poprawiła, mam trochę lepszą kondycję i co najważniejsze jestem po prostu silniejszy.

Miałem dziesięcioletnią przerwę od koszykówki. Nie trzymałem piłki w rękach przez dziesięć lat w co sam do dziś czasem nie mogę uwierzyć. Grałem sporo w szkole podstawowej i w liceum, kiedy miałem naście lat i właśnie wtedy, jakoś po maturze zapomniałem o koszykówce na długo.

Kiedy cztery lata temu coś mnie tchnęło i poczułem chęć porzucania piłką na osiedlowym boisku, nie spodziewałem się w najśmielszych marzeniach, że będę za jakiś czas grał tak, jak gram teraz. Choć nie twierdzę, że w tym momencie gram jakoś rewelacyjnie. Tyle, że wtedy kiedy pierwszy raz po takiej długiej przerwie wyjąłem swoją starą, dobrze już startą piłkę z dna szafy i wyszedłem na boisko byłem po prostu…beznadziejny. Nie dorzuciłem do obręczy swojego pierwszego rzutu z linii osobistych. Drugiego zresztą chyba też nie.

Minęło trochę czasu i zacząłem grać coraz częściej. Może nie tyle grać, ile trenować. Chciałem dojść przynajmniej do takiej formy, jaką miałem dziesięć lat wcześniej. I swój cel osiągnąłem dzięki temu, że wyłaziłem na boisko dość często i systematycznie. Mogę nawet powiedzieć, że poszedłem o krok, a może i kilka kroków dalej. Bo dziś gram tak, jak jeszcze nie grałem chyba nigdy wcześniej, nawet będąc nastolatkiem. Gram w amatorskiej drużynie, zresztą już w drugiej. I co w tym wszystkim najważniejsze, to mi nie wystarcza.

Pewnie, że cieszę się z tego co już osiągnąłem. Nie zaprzeczam. Ale chcę wciąż poprawiać poszczególne elementy w swojej grze. Wiem doskonale, że Michaelem Jordanem, ani też Bryantem, czy Iversonem już nie będę. Ale mimo wszystko staram się wciąż osiągnąć więcej i do swojego repertuaru zagrań dodawać nowe rzeczy.

 Żeby było to możliwe trzeba jednak grać systematycznie. Nie wystarczy pójść porzucać na boisko na pół godziny dwa razy w tygodniu. Wiem, że czasami jednak nie ma innej możliwości. Bo praca, obowiązki, bo brakuje czasu, lub po prostu siły. Mimo wszystko jednak trzeba starać się wygospodarować te kilkadziesiąt minut przynajmniej trzy razy w tygodniu, żeby nasza gra stopniowo się poprawiała.

Aby  lepiej się zmotywować można na przykład zapisywać sobie swoje osiągnięcia z meczów, w których bierze się udział. Zapisujcie ile zdobyliście punktów, asyst, czy zbiórek. To zawsze motywuje jeszcze bardziej. Można też liczyć sobie nawet same wyjścia na boisko. Ja na przykład w 2014 roku grałem w koszykówkę 99 razy, a w 2015 roku poprawiłem ten wynik do…151. Dokładnie tak. Grałem w zeszłym roku 151 razy. Liczę tu wszystkie wyjścia na boisko, także te, kiedy nie grałem w meczach, a po prostu przychodziłem na boisko, żeby porzucać.

Warto ustalić sobie jakieś określone, stałe godziny na trening. Umówić się z samym sobą, że w określone dni o tej właśnie  porze będę na boisku. I żeby nie wiem co, to będę!

Im częściej gracie, tym lepiej gracie. Wielka filozofia to nie jest. Żeby lepiej grać, trzeba trenować. I nie mówię tu tylko o samym treningu fizycznym.

Otóż ważny jest także trening mentalny. Warto czasem usiąść po prostu w ciszy, zamknąć oczy i pomyśleć, lub wyobrazić sobie nas samych na boisku, lub w czasie meczu. Pomyśleć wtedy o tym jak kozłujemy piłką, robimy jeden zwód, drugi, jak podskakujemy i rzucamy piłkę w kierunku obręczy. Można też wyobrazić sobie siebie podczas meczu, kiedy celnie podajemy piłkę do naszego kolegi z drużyny, a on zdobywa kolejne ważne punkty. Warto wyobrazić sobie jak zbieramy piłkę z tablicy. Systematyczny trening mentalny jest równie ważny jak trening fizyczny. Jestem nawet przekonany, że czasami potrafi bardziej pomóc, abyśmy na boisku w czasie meczu grali lepiej.

Wiosną i latem poprzedniego roku, a także w miarę możliwości także jesienią i zimą starałem się grać na tyle systematycznie i często, żeby nie zapomnieć gry. Nie chciałem zimą przez złą pogodę stracić nic z tego, co osiągnąłem w okresie wiosenno-letnio-jesiennym. Dzięki temu właśnie, że trenowałem systematycznie udało mi się nie tylko to. Do swojej gry dołożyłem kilka nowych rzeczy, które wciąż staram się udoskonalić. Czasami jest to rzut z półdystansu, a czasami za trzy. Ale często kiedy wychodzę też pograć trenuję zwyczajne kozłowanie. Pewny chwyt piłki w czasie gry to przecież jedna z najważniejszych rzeczy dla koszykarza.

 Już nawet sam Kartezjusz w swoim dziele Principia philosophiae pisał, że „…jeżeli ciało zostanie raz wprawione w ruch, to samo to już wystarczy, żeby poruszało się z tą samą szybkością i stale w tym samym kierunku po linii prostej tak długo, aż nie zostanie zatrzymane przez jakąś inną przyczynę.” Warto więc abyśmy to właśnie my sami byli tą siłą, która wprawia nas w ruch. A kiedy już wprawimy się w ten ruch, to z czasem stanie się on na tyle naturalny, że każdy nasz trening będzie po prostu naturalną, zwyczajną czynnością, którą robimy po prostu, ot tak.

Bez systematyczności nie można osiągnąć kolejnego etapu rozwoju w czymkolwiek. Starajmy się więc wszyscy trenować kiedy tylko się da. Bo żeby grać, trzeba GRAĆ.

arek boisko blog

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s