Koszykarska pełnia

Koszykówka nigdy nie pokocha mnie tak, jak ja ją kocham- uświadomiłem sobie to niedawno po kilku dłuższych przemyśleniach. Bo przecież choćbym nie wiem co robił, oraz jak intensywnie grał będąc już po trzydziestce, to pewnych elementów tej gry już nie przeskoczę. Nie będę już coraz lepszy. Pewnie, że niektóre elementy w grze można poprawiać zawsze, ale tylko do pewnego momentu. Uświadomiłem sobie też, że nie zagram w żadnej lidze oprócz tej amatorskiej. Zresztą gram w takiej lidze w  drużynie, w której pełnię bardziej rolę ostatniego rezerwowego, grającego dla samej radości z gry, niż po to, żeby ustanawiać jakiekolwiek rekordy, czy poprawiać swoje statystyki w zdobytych punktach, asystach, czy w zbiórkach. Gram, bo mam z tego fun w najczystszej możliwej postaci. Po prostu.

Myślałem więc o tym, po co mi w zasadzie ta koszykówka? Co ona mi właściwie daje? Czy jest sens grać? Po co grają wszyscy ci, którzy nie są zawodowcami, tylko zwykłymi amatorami? Niby wiadomo, że posiadanie swojej pasji to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie może mieć człowiek. Ale czy koszykówka oprócz samej radości z gry i poprawy kondycji daje coś jeszcze? Czy warto w tą koszykówkę grać pocąc się niemiłosiernie w parkach i halach sportowych? Co może dać koszykówka, oprócz koszykówki samej w sobie?

boisko-w-parku-2-blog

Myślałem i myślałem. A kiedy debatowałem sam ze sobą nad wszystkimi „za” i wszystkimi „przeciw” odnośnie tego czy warto grać, podczas moich przemyśleń nasuwał mi się wciąż tylko jeden wniosek: WARTO.

Koszykówka to niełatwa dyscyplina sportu. Nie wystarczy po prostu rzucić piłką w kierunku obręczy. Grając w koszykówkę trzeba uruchomić nie tylko nasze mięśnie, ale także nasz umysł. Ta gra ma to do siebie, że trzeba poznać pewne schematy i zależności, które nią rządzą. Bez poznania ich nie będziecie dobrymi koszykarzami. Po prostu.

A więc jak się okazuje koszykówka daje nam oprócz samej radości z gry i rozwoju formy fizycznej, także rozwój umysłowy. Od kiedy gram znowu ( bo miałem dłuższą przerwę), zauważyłem u siebie po pewnym czasie wiele pozytywnych cech, które wcześniej gdzieś mi umykały. Nie byłem na pewno tak skoncentrowany i skupiony na pewnych rzeczach, które są w życiu ważne, a do których wcześniej nie przywiązywałem, bądź po prostu nie potrafiłem przywiązywać swojej uwagi. A to ważne sprawy. Nie będę opisywał tu dokładnie wszystkiego, ale są wśród nich z pewnością takie, jak zadbanie o swój rozwój duchowy. Tak, rozwój duchowy.

Może to zabrzmieć nieco abstrakcyjnie, ale ja dzięki koszykówce, którą odkryłem na nowo dobrych kilka lat temu przypomniałem sobie o całej gamie rzeczy, które zawsze były dla mnie ważne, ale które zaczęły gdzieś mi umykać w miarę stopniowego wchodzenia w dorosłość. Nie będę jednak się tu  rozpisywał o tym wszystkim. Napiszę tylko o kilku nowych rzeczach, które poznałem interesując się koszykówką na nowo.

Po pierwsze dzięki koszykówce poznałem ludzi. Nowych ludzi. Na początku przychodziłem na osiedlowe boisko, żeby porzucać samemu, ale po jakimś  czasie zacząłem wpadać na różne boiska i w różne miejsca, które bezpośrednio związane były z pograniem w kosza. Właśnie w tych miejscach spotykałem ludzi, którzy podobnie jak ja grali. Dzięki temu, że ich poznałem już wkrótce nie grałem sam, tylko właśnie z nimi. A jakiś czas później zostałem rezerwowym zawodnikiem w amatorskiej lidze koszykówki. Odkąd zacząłem grać znowu występ w takim meczu koszykówki był moim marzeniem. Właśnie to marzenie udało mi się spełnić.

Oprócz tego, że poznałem ludzi poznałem też czym jest…medytacja i ćwiczenia Tai-Chi. Któregoś dnia czytałem artykuł o Robercie Parishu, zawodniku, który grał w lidze NBA dość długo. Swoją karierę sportową zakończył mając 43 lata. Zastanawiałem się nad tym co takiego robił, że udało mu się trzymać formę przez tyle lat.

Okazało się, że Robert Parish zawsze dbał o siebie. Dbał. Ale jak? W jaki sposób? Czy tak jak każdy sportowiec, po prostu odżywiał się zdrowo, pił dużo wody, unikał używek, czy słodyczy? Otóż nie tylko. Dowiedziałem się, że Robert Parish przez wiele lat medytował i robił ćwiczenia Tai-Chi. Właśnie to pomagało mu zachować zdrowie i witalność, ale przede wszystkim spokojny umysł i równowagę psychiczną.

Zainteresowałem się więc czym jest w zasadzie to całe Tai-Chi. Poczytałem trochę, pooglądałem filmiki instruktażowe w Internecie. I wiecie co? Spróbowałem. A po kilku próbach Tai-Chi stało się częścią mojej codzienności. Zacząłem po jakimś czasie robić proste ćwiczenia, które niesamowicie mnie relaksowały. Było to dosłownie kilka podstawowych postaw Tai-Chi przystosowanych dla początkujących. Nie było mi najłatwiej na początku ustać na jednej nodze przez kilkanaście sekund, ale po kilku tygodniach regularnych ćwiczeń udawało mi się już to robić na pełnym luzie. I miałem z tego sporą frajdę, zacząłem robić bowiem coś, co z pewnością pomagało mi w dochodzeniu do trochę lepszej formy fizycznej na której przecież mi zależy. Ćwiczenia Tai-Chi to przede wszystkim  wykonywanie harmonijnych, spokojnych ruchów, przy czym równie ważna jest praca z oddechem.

Po ponad roku uprawiania Tai-Chi mogę powiedzieć, że dziś nie dziwię się ani trochę, że Robert Parish grał tak długo w NBA. Tai-Chi bowiem daje nam niesamowitą energię i siłę, jeżeli oczywiście wykonujemy te ćwiczenia prawidłowo. Tai-Chi daje mi codziennie kilkanaście minut pełnego relaksu i poczucia harmonii ze sobą i światem wokół. To naprawdę niesamowite. Ale gdyby nie koszykówka, którą polubiłem wcześniej i artykuł o Robercie Parishu, to kto wie, czy dziś znałbym Tai-Chi i sam ćwiczył. Myślę, że raczej nie.

Kolejną rzeczą, którą poznałem właśnie dzięki koszykówce była medytacja. Zacząłem więc medytować i choć nie robię tego regularnie, to z pewnością powiedzieć mogę, że medytacja jako forma relaksu i odprężenie naprawdę może mieć wpływ też na to, jakim zawodnikiem jest się na boisku. Medytacja uczy bowiem koncentracji. A koncentracja to jeden z podstawowych elementów gry w koszykówkę.

boisko-w-parku-6-blog

 Od kiedy znowu gram zacząłem też więcej czytać. Czytam powieści, po które zawsze chciałem sięgnąć, ale jakoś nie znajdowałem na to czasu. Literatura amerykańska zawsze przemawiała do mnie najbardziej. Zapisałem się więc do biblioteki i poznałem pisarstwo Hemingwaya, Faulknera, czy Huntera S. Thompsona. W zeszłym roku moja fascynacja Hemingwayem była na tyle spora, że w ciągu nieco ponad dwóch miesięcy „łyknąłem” cztery jego powieści i fantastyczny zbiór opowiadań. Oprócz książek czytam gazety i poradniki. Po prostu mam większą ochotę czytać niż kiedykolwiek wcześniej. Być może wpływu na to nie wywarła tylko moja pasja gry w koszykówkę, bo czytać lubiłem zawsze, ale ja wolę wierzyć, że koszykówka też wpłynęła na ten obszar moich zainteresowań znacząco.

Co jeszcze oprócz poznania Tai-chi, medytacji i chęci do czytania dała mi koszykówka? Myślę, że z pewnością większą empatię. Zwracam dziś bardziej uwagę na wiele spraw, które dzieją się wokół mnie, niż miało to miejsce wcześniej, wtedy gdy nie grałem w koszykówkę. Dostrzegam wokół bardziej ludzi i ich sprawy. I kilka razy miałem okazję zrobić coś, co być może było dobrą rzeczą. Ale ten wątek pozwolę sobie już pominąć.

Koszykówka buduje również większą świadomość. Nie wiem jak to jest, ale ja zauważyłem, że im więcej gram, tym więcej zaczynam rozumieć, dostrzegać i poznawać. I nie chodzi mi o poznanie funkcji najnowszego modelu iPhone’a, czy czegokolwiek podobnego. Chodzi mi o poznanie świata i ludzi, a także wielu zależności, które naszym światem i ludzkością rządzą dziś i które rządziły także wiele tysięcy lat temu. Wydaje mi się, że taka właśnie świadomość to wartościowa cecha, która potrafi umykać nam na co dzień w wirze codziennych spraw.

Koszykówka. Niby prosta gra polegająca na wrzuceniu piłki do wiszącej obręczy. Tylko tyle? Z pewnością nie tylko. Kiedy więc zastanawiam się po raz kolejny nad tym, czy koszykówka nigdy nie pokocha mnie tak, jak ja kocham ją, dochodzę do wniosku, że to jednak miłość odwzajemniona. Poznając koszykówkę poznałem interesujących ludzi i wziąłem udział w wielu zaciętych meczach. Dowiedziałem się bowiem o naprawdę wielu rzeczach na które wcześniej nie zwracałem takiej uwagi. Dzięki koszykówce zacząłem też pisać. Najlepszym na to dowodem jest przecież ten blog.

Koszykówka może dać nam znacznie więcej niż tylko grę samą w sobie. Trzeba tylko spróbować odnaleźć w tej grze coś więcej niż tylko rzuty, asysty, czy zbiórki. Ja nazywam to koszykarską pełnią. Odnalezienia właśnie takiej koszykarskiej pełni życzę też Wam wszystkim.

the rim man 7

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s