Niski wzrost a koszykówka

Niski wzrost. Jaki to właściwie jest ten „niski” wzrost w koszykówce? Biorąc pod uwagę to, że koszykarze w większości są wysokimi ludźmi, mierzącymi najczęściej dobrze ponad 2 metry, to kto w takich kategoriach porównywania wzrostu będzie niski? Czy ktoś, kto ma metr siedemdziesiąt będzie niski? Czy ktoś kto ma metr osiemdziesiąt pięć będzie niski? Otóż tak.

Zastanawiałem się niedawno jak to jest z tym wzrostem. Czy będąc niskim można osiągnąć cokolwiek znaczącego grając w koszykówkę? Bo przecież koszykówka to w sumie sport dla wysokich ludzi. Przypominałem sobie wtedy jak bardzo kiedyś chciałem osiągnąć wzrost 188 cm, którym to wzrostem mógł pochwalić się Mike Bibby, o czym zresztą możecie przeczytać więcej tu: https://rzutzdystansu.wordpress.com/2015/05/27/mike-bibby-ma-metr-osiemdziesiat-osiem/

Wychodząc z takiego właśnie założenia, że wszyscy poniżej 190/200 cm to niscy lub niżsi zawodnicy, wniosek jest taki, że jestem niski. Ja, ze swoim metrem osiemdziesiąt jestem bardzo niski! Zresztą kiedy gram często jestem najniższym zawodnikiem na boisku, nietrudno mi więc było dojść do tego oczywistego wniosku.

Zacząłem więc zastanawiać się nad pewną rzeczą. Czy niscy koszykarze mają w ogóle szanse na to, aby cokolwiek więcej osiągnąć w grze? Jeśli mówię „cokolwiek więcej” to mam na myśli coś naprawdę wyjątkowego. Szczerze powiem, że mam swoją własną teorię na temat wzrostu w koszykówce.

Po pierwsze to niscy zawodnicy mają (a przynajmniej mogą mieć) pewną przewagę nad wysokimi. Mogą bowiem swój niski wzrost wykorzystać przeciwko tym wysokim graczom w najlepszy możliwy sposób, którym jest panowanie nad piłką, a także dobra umiejętność kozłowania i robienia zwodów między wysokimi zawodnikami. Nawet bardzo niski rozgrywający może przecież tak rozegrać akcję wykorzystując przy tym swoje umiejętności w manewrowaniu pomiędzy wysokimi graczami (jeżeli dysponuje również świetnym przeglądem pola), że wyżsi zawodnicy mogą nie mieć zbyt wiele do powiedzenia. Ale aby niski zawodnik zdobył takie umiejętności musi oczywiście wykonać wiele pracy nad sobą i swoją grą.

Po drugie natomiast, to moim (i z pewnością nie tylko moim) zdaniem wzrost odgrywał istotną rolę o wiele bardziej w tej „dawnej” koszykówce, tej koszykówce sprzed wielu lat, kiedy pierwsze skrzypce grali centrzy, lub silni wysocy skrzydłowi. Gra oparta na dwóch wysokich, którzy „robili grę” pod obydwoma tablicami była charakterystyczna w latach 70-tych, 80-tych i 90-tych, choć i w tym okresie zaczęli pojawiać się w NBA tacy zawodnicy jak Steve Kerr, Mahmoud Abdul-Rauf (185 cm wzrostu), Damon Stoudamire (178 cm wzrostu), czy Brevin Knight (178 cm wzrostu), którzy potrafili rzucić za trzy i to naprawdę nieźle. Był przecież Jason Williams (185 cm wzrostu), który grał tak niesamowicie, że wiele osób oglądając jego grę w tamtych czasach (wybrany został w drafcie 1998 roku przez Sacramento Kings) dziwiło się, że biały zawodnik może grać w taki sposób. Williams wyprawiał na parkiecie naprawdę niesamowite rzeczy. Niscy koszykarze byli zawsze szybcy i zwinni, a na pewno szybsi od zawodników wysokich. Wtedy jednak mimo wszystko bardziej opłacało się być wysokim. A jak jest teraz?

Dziś rządzi często w koszykówce „era small-ballu”. Znacznie częściej rzuca się te cholerne „trójki”, których tak wielu trenerów po prostu nie znosi. A te „trójki” rzucają najczęściej właśnie niżsi zawodnicy. Wiele osób z pewnością nie zgodzi się z tym, że skoro czasy się zmieniają to i gra też powinna się zmieniać. Ale tak właśnie jest, bo…czasy się zmieniają i gra się zmienia. Po prostu. Popatrzcie na Golden State Warriors. Dobra, nie zdobyli mistrzostwa w tym roku, ale co wyprawiał Stephen Curry przez przynajmniej trzy ostatnie sezony?! To prawdziwa magia. Curry robił to wszystko nie mając wcale 200 centymetrów wzrostu.

Spróbowałem przypomnieć sobie niskich zawodników, którzy grali lub grają jeszcze w różnych ligach. Przypomniałem sobie kilku, najczęściej tych, którzy grali w NBA, bowiem to właśnie tę ligę koszykówki znam najlepiej.

Pierwszym zawodnikiem, o którym pomyślałem od razu był Allen Iverson. Cóż, „The Answer” był moim ulubionym koszykarzem z ligi NBA. Iverson trafił do NBA w 1996 roku z pierwszym numerem w drafcie. Ale to wie pewnie każdy z Was i nie będę tu opisywał szczegółowo jego biografii. Ważną rzeczą jest natomiast fakt, że mając tylko nieco ponad metr osiemdziesiąt udało się Iversonowi tak wiele  osiągnąć w lidze „wielkich ludzi”. We wrześniu Allen Iverson trafił do Galerii Sław NBA, co może być wystarczającym dowodem na to, że niski wzrost nie musi stanowić żadnej przeszkody w osiągnięciu czegoś więcej niż byciem przeciętnym w koszykarskim fachu.

Iversona zna praktycznie każdy fan koszykówki i w sumie to cóż to za przykład? Ktoś może powiedzieć, że tacy zawodnicy jak Iverson to tylko wspaniały przypadek. Otóż nie. Tych niskich ludzi, którym udało się osiągnąć w koszykówce wielkie rzeczy jest więcej.

Wybrany z ostatnim, 60. numerem w drugiej rundzie draftu przez Sacramento Kings Isaiah Thomas to rozgrywający, którego wzrost to 175 cm. Zastanawiałem się co czuł podczas draftu, kiedy z każdym następnym wywołanym numerem, do komisarza ligi Davida Sterna podchodził po gratulacje kolejny i kolejny zawodnik z NCAA. Isaiah Thomas zapewne czuł się niesamowicie niedoceniony. Prawdopodobnie nawet przestawał już wierzyć w to, że jakikolwiek klub wybierze go w tym cholernym drafcie. Ale kiedy już otrzymał swoją szansę i z ostatnim numerem wybrano właśnie jego, żarty się skończyły. Isaiah już w pierwszym sezonie w NBA udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jest z pewnością wart tego wyboru. Zdobywał jako debiutant 11.5 pkt, 2.6 zbiórki i 4 asysty na mecz. Ten filigranowy rozgrywający stał się z miejsca ważnym ogniwem drużyny z Sac-Town.  Jego zwody, opanowanie i rzut z dystansu wiele razy wskazywały kryjącym go zawodnikom miejsce w szeregu.

isaiah-thomas-card-new

Isaiah z każdym kolejnym sezonem grał coraz lepiej, ale po trzech sezonach w Sacramento postanowiono go wymienić. Trafił najpierw do Phoenix Suns, a następnie do Boston Celtics, gdzie grał fenomenalną koszykówkę w ubiegłym sezonie zdobywając średnio 22.2 pkt, 3 zbiórki, 6.2 asysty i 1 przechwyt na mecz, a jego drużyna zagrała w Play-Offs. Wzrost więc  nie przeszkodził mu w osiąganiu czegoś więcej niż tylko byciem przeciętnym zawodnikiem w najlepszej koszykarskiej lidze świata.

Po nim na mojej liście jest też Nate Robinson, który co prawda już nie gra w NBA, ale jeszcze kilka sezonów temu odgrywał ważną rolę jako rozgrywający Denver Nuggets. Jego wzrost? Metr siedemdziesiąt pięć. Dokładnie tyle, ile mierzy Isaiah Thomas. W dodatku Robinson wygrał konkurs wsadów podczas Weekendu All-Star. Dokonał tego dwukrotnie.

nate-robinson-card-new

Robinson miał niesamowity przegląd pola, świetnie rzucał, był szybki, zwinny i przede wszystkim miał to coś, co nazywamy charakterem. Bez charakteru bowiem nie miałby czego szukać w NBA. Aktualnie w NBA nie gra, jest już dobrze po trzydziestce i jeżeli chodzi o ligę NBA to ostatnio grał w LA Clippers, gdzie zdobywał tylko 5 punktów i 2 asysty na mecz.  Jego gry w New Orleans Pelicans nie liczę, zagrał bowiem w poprzednim sezonie 2015/16 tylko w dwóch meczach dla tej drużyny łącznie spędzając na parkiecie 11 minut. Ale kto wie, może lubiany przez większość trenerów z NBA Robinson założy jeszcze koszulkę jakiegoś klubu z NBA.

Kto następny? Może Aaron Brooks? Typ ma 180 centymetrów i gra z numerem „0” na koszulce. Ale zerem bynajmniej nie jest. Owszem, miał swoje gorsze momenty w lidze i nigdy nie grał na szczególnie wyjątkowym poziomie w NBA, ale jednak potrafił grając w Houston Rockets w sezonie 2009/10 wystąpić we wszystkich 82 meczach sezonu regularnego, w których notował średnio 19.6 pkt, 2.6 zbiórki i 5.3 asysty na mecz. Później nie rozegrał już tak dobrego sezonu, ale w rozgrywkach 2014/15 grając w koszulce Chicago Bulls zdobywał średnio 11.6 pkt, 2 zbiórki i 3.2 asysty na mecz. Rozegrał wtedy w barwach ekipy z Chicago również pełny sezon regularny.

aaron-brooks-card-new

Brooks potrafi rzucić za trzy, to z pewnością jest jego znak rozpoznawczy. We wspomnianym przeze mnie wcześniej sezonie 2014/15 rzucał za trzy na skuteczności 38%. Może to nie są wyjątkowe statystyki, ale pamiętajcie, że mówimy o zawodniku, który gra w lidze NBA mając tylko 180 cm i ważąc 77 kg!

Kto jeszcze? A, no tak…Muggsy Bogues! Wystarczy, że napiszę o jego wzroście, bowiem 159 centymetrów powie Wam wszystko. A jednak to właśnie Tyrone „Muggsy” Bogues stał się inspiracją dla milionów koszykarzy na całym świecie, którzy dzięki niemu uwierzyli w siebie jeszcze bardziej. Bo jeżeli ktoś taki jak on mógł grać w NBA na bardzo przyzwoitym poziomie przez czternaście sezonów, to przecież wszystko jest możliwe!

wzrost-2

Muggsy rozpoczął swoją karierę w Washington Bullets w sezonie 1987/88 i początkowo miał być chyba tylko kimś w rodzaju „maskotki” drużyny i zawodnikiem przyciągającym fanów wyłącznie w celach marketingowych. Ale jak się później okazało zdecydowanie zasłużył na grę w NBA. Bogues grał później jeszcze w Charlotte Hornets, Golden State Warriors i swoją karierę zakończył w Toronto Raptors.

muggsy-bogues-card-new

Muggsy, choć bardzo niski był postrachem olbrzymów w NBA. Miał bowiem niesamowitą szybkość, zwinność i łatwość w panowaniu nad piłką i przechwytywaniu jej. Na parkiecie był dosłownie wszędzie, a wysocy zawodnicy musieli mieć się na baczności, bowiem Muggsy’ego trudno było na boisku…zauważyć. Potrafił pojawić się obok wysokich zawodników wtedy, kiedy najmniej się go spodziewali i dosłownie wyrwać im piłkę. W swoim najlepszym sezonie 1994/95 w Charlotte Hornets zdobywał średnio 11 punktów, 3.3 zbiórki, 8.7 asysty i 1.3 przechwytu na mecz. Napisał i wydał nawet własną książkę pod wiele mówiącym tytułem: „In The Land Of The Giants”.

W latach 70-tych natomiast w lidze NBA grał Nate Archibald. Mierzący 185 centymetrów koszykarz wybrany został z 19 numerem draftu przez Cincinatti Royals, którzy później przekształcili się w Kansas City Kings. Ten niski zawodnik notował jako debiutant 16 punktów i 5 asyst na mecz, natomiast już w swoim drugim sezonie w NBA zdobywał średnio ponad 28 pkt i 9 asyst na mecz.

Archibald podobno z wielką gracją manewrował z piłką między obrońcami przeciwnej drużyny, miał niesamowity chwyt i z niespotykaną precyzją potrafił w tamtych czasach kozłować piłką. Popularny Nate grał później jeszcze w New York Knicks, a na przełomie lat 70-tych i 80-tych grał w Boston Celtics. Swoją karierę zawodniczą zakończył w roku 1984 w Milwaukee Bucks.

nate-archibald-card

Wspomniani przeze mnie wyżej zawodnicy to tylko mała kropla w…powiedzmy- jeziorze niższych koszykarzy z ligi NBA. Oprócz nich przychodzą mi na myśl też: mierzący 180 cm Phil Pressey (aktualnie Golden State Warriors), Ish Smith (183 cm, Detroit Pistons), Seth Curry (188 cm, Dallas Mavericks), Tim Frazier (185 cm, New Orleans Pelicans) i DJ Augustin (180 cm, Orlando Magic).

Kiedy czasami oglądam na YouTubie najlepsze akcje tych zawodników i dostrzegam jak niesamowite rzeczy robią z piłką, jakie robią zwody i jak świetnie potrafią rzucać, to nie żałuję, że sam też mam tylko 180 centymetrów. Wierzę, że sporo można osiągnąć grając w koszykówkę wśród wyższych zawodników. Wszystko jest tak naprawdę w naszym umyśle i nieważne jest w sumie to ile mamy wzrostu. Ważne jest to ile mamy chęci i wiary w siebie i w swoje możliwości.

 

(Na zdjęciach karty z kolekcji Panini, Upper Deck i Fleer z zawodnikami)

 

 

 

 

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s