Gołąb koszykarz

 Wchodziłem do mieszkania z zakupami zrobionymi przed chwilą w sklepie spożywczym pod moim blokiem, kiedy z pokoju dobiegły mnie okrzyki mojego syna: „Tato, zobacz kto jest na balkonie! Szybko!” Okrzyki były na tyle donośne i emocjonalne, że zdążyłem tylko rzucić torby z zakupami w przedpokoju i czym prędzej wbiegłem do dużego pokoju, aby sprawdzić co się dokładnie dzieje.

 Kiedy otworzyłem pospiesznie drzwi i wbiegłem do pokoju, Agata i Przemek stali przy balkonie z telefonem i robili zdjęcia. Nie miałem pojęcia o co chodzi, tym bardziej, że na balkonie nie zauważyłem nikogo.

-Tato, zobacz kto do nas przyleciał! – powiedział tym razem już trochę bardziej spokojnym tonem mój syn.

-Zobacz gdzie usiadł, tylko podejdź spokojnie i powoli – dodała Agata, po czym pokazała mi wreszcie co się dzieje.

Podszedłem trochę bliżej okna balkonu i wreszcie go zauważyłem. Siedział dość pewnie na parapecie balkonu. Gołąb. Szary, trochę zmęczony, a może po prostu przemęczony gołąb, który najwyraźniej był również miłośnikiem koszykówki. Dlaczego? Usiadł na mojej piłce do koszykówki, którą położyłem na bagażniku mojego roweru.

Staliśmy tak we trójkę i patrzyliśmy na niego, a on patrzył chyba też na nas. Zauważyłem, że mruga dość niemrawo oczami i jest albo zmęczony, albo głodny. Siedział cały czas na tej mojej pomarańczowej piłce i ani myślał z niej sfrunąć, ani chociaż zeskoczyć.

balkon-pilka-blog

-Może trzeba dać mu coś do jedzenia? – zapytałem Agaty.

-Nie wiem, ale możliwe, że naprawdę jest głodny – odpowiedziała.

W pierwszej chwili pomyślałem, że wrócę do przedpokoju i wyjmę z niej chleb, który kupiłem i dam temu niesfornemu gołębiowi-koszykarzowi, aby co nieco się posilił. Ale szybko przypomniałem sobie, że gołębiom i ptakom lepiej dać do zjedzenia coś, co jest po prostu ziarnem. Ptaki bowiem źle trawią chleb i wszelkiego rodzaju bułki, chociaż lubią takie rzeczy jeść.

Poszedłem więc do kuchni i otworzyłem szafkę, w której trzymam płatki owsiane. Nasypałem trochę do nakrętki od słoika i przyniosłem do pokoju. Nie wiedziałem tylko, czy ten gołąb się nie wystraszy i nie odleci.

-Ciiiichoooo…. – powiedziałem do Agaty i Przemka- dam temu gołębiowi coś do jedzenia.

Powoli otworzyłem drzwi balkonu i spojrzałem na gołębia, który nadal siedział na mojej piłce i ani myślał robić cokolwiek innego. Powolnym ruchem postawiłem mu nakrętkę z płatkami owsianymi niemal tuż przed jego dziobem. Właśnie wtedy ten niesforny gołąb sfrunął z mojej piłki prosto na posadzkę balkonową, a następnie zeskoczył i poleciał znowu w kierunku parapetu na balkonie, ale nie odleciał. Po prostu stał teraz w rogu parapetu i po chwili skulił się trochę.

Zauważyłem, że naprawdę może być z nim coś nie tak, postawiłem więc tą nakrętkę od słoika z płatkami owsianymi obok niego. Gołąb nie wystraszył się mnie ani trochę. Siedział po prostu, zmęczony, ale jeszcze z jakimiś zasobami energii i chyba zaczął zasypiać.

-Co mu jest? –zapytał mnie mój syn.

-Nie wiem. Może jest zmęczony i głodny – odpowiedziałem.

Pomyślałem też, że może być chory i najlepiej byłoby wezwać jakiegoś ornitologa, ale może było na to za wcześnie. Niech sobie odpocznie trochę i może kiedy zje te płatki owsiane polepszy mu się i odleci. Zostawiliśmy więc tego gołębia w spokoju i zamknęliśmy balkon.

 *

Kiedy kilka godzin później robiło się już ciemno, pomyślałem, że zobaczę co u gołębia. Może już odleciał? Podszedłem do balkonu i otworzyłem drzwi. Pewnie już pofrunął do swoich gołębiowych ziomków, żeby zagrać z nimi jakiś mecz.

Ale nie. Gołąb nadal siedział skulony w rogu na parapecie balkonu i zauważyłem tylko, że chyba zjadł trochę tych płatków owsianych, które mu zostawiłem, ponieważ nakrętka od słoika stała trochę przesunięta w innym miejscu i płatków owsianych było wyraźnie trochę mniej niż wtedy, kiedy je tam zostawiałem.

Nie miałem pojęcia co z tym gołębiem robić. Pomyślałem jednak, że może niech sobie dalej kima, a jak już się zregeneruje, to odleci. Zamknąłem więc drzwi od balkonu, zasłoniłem okna zasłonami i poszedłem pisać swoje kolejne blogowe wypociny.

 Kiedy skończyłem pisać było już dobrze po 22.00. Wstałem więc od biurka i przeciągnąłem się. Przypomniałem sobie od razu oczywiście o gołębiu, który nas odwiedził. Poszedłem znów do dużego pokoju i uchyliłem drzwi balkonu. Spojrzałem w róg parapetu. Nasz skrzydlaty gość ciągle spał i ani myślał się gdziekolwiek ruszyć.

-Cóż… – pomyślałem- może w takim razie prześpi się i rano odleci.

Nie chciałem go wyganiać. Niech porządnie wypocznie, zregeneruje siły, zje płatków owsianych rano i odleci, jak to gołąb.

Poszedłem więc spać i byłem ciekaw jak sytuacja będzie wyglądała o poranku.

*

 Kiedy się obudziłem, poranne promienie słońca świeciły już na balkonie. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to: Gołąb. Czym prędzej więc wstałem i podszedłem do balkonu. Wyjrzałem zza drzwi i ku memu zdumieniu zauważyłem, że…gołębia już na balkonie nie było. Nakrętka od słoika była wyraźnie przesunięta i płatków owsianych ubyło sporo.

-A więc odleciał… – powiedziałem do siebie.

Zająłem się swoimi sprawami, wyczyściłem trochę bajzel z płatków owsianych, który zostawił po sobie na balkonie nasz gość i poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wróciłem do pokoju z czystej ciekawości podszedłem jeszcze raz do okna i nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Na parapecie znowu siedział ten gołąb! Najwyraźniej upodobał sobie darmowe płatki owsiane i spokojny kącik do spania.

 Co było dalej? Otóż ten niesforny gołąb spędził na naszym balkonie jeszcze 2 dni. Siedział cały dzień i spał całą noc, podjadając co jakiś czas płatki owsiane. Na mojej piłce do koszykówki już nie siadał, ponieważ zabrałem ją z balkonu, umyłem i schowałem do szafy.

Dwa dni po tym jak przyleciał do nas pierwszy raz przestał pojawiać się na naszym balkonie. Daliśmy mu jeść i pozwoliliśmy, żeby trochę odpoczął i nabrał sił. Mam nadzieję, że teraz lata gdzieś ze swoimi gołębiowymi braćmi i cieszy się każdym lotem. Może kiedyś wpadnie do nas jeszcze? Wiem, że jeżeli wystawię na balkon znowu swoją piłkę, może to być bardzo możliwe.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s